Konkurs na skoczni normalnej w PyongChang

W sobotę 17.02 odbędzie drugi indywidualny konkurs skoków narciarskich podczas olimpiady w PyongChang.

Tym razem czołówka skoczków będzie rywalizować na skoczni o HS140m. Medale najprawdopodobniej podzielą pomiędzy siebie skoczkowie z Niemiec, Norwegii i Polski. W piątek 16 lutego odbyły się kwalifikacje. O 50 miejsc w konkursie walczyło 57 skoczków. Treningi zapowiadały wzrost formy naszego lidera – Kamila Stocha. Plasował się on w nich w czołowej trójce, najlepiej wypadł w piątej sesji treningowej, w której to poszybował na 139 metr deklasując rywali. Stefan Hula i Dawid Kubacki spisywali się dobrze w treningach zajmując miejsca w okolicach pierwszej dziesiątki.

Maciej Kot skakał w kratkę, słabo zaś spisywał się Piotr Żyła i tego ostatniego Steffan Horngacher postanowił nie wystawić do kwalifikacyjnej czwórki. Wyniki kwalifikacji ostudziły nasze zapały, co do Stocha. Skoczek z Zębu zajął w nich dopiero 7 miejsce uzyskując odległość 131,5 metra. Dobrze tym razem spisał się Kot. Po swoim skoku na 138 metrów długo utrzymywał się w czołówce klasyfikacji.

Stefan Hula i Dawid Kubacki skoczyli po 127 metrów, ale bonifikaty za wiatr spowodowały, iż Hula był osiemnasty, a Kubacki czternasty. Kwalifikacje wygrał Robert Johansson,a rekord skoczni niespodziewanie pobił Ryoyu Kobayashi. Japończyk wylądował na 143,5 metrze. Należy podkreślić, że piątkowe skakanie znowu odbyło się przy dużych mrozach i zmiennym wietrze. Ten ostatni jest chyba już zmorą organizatorów. Bonifikaty punktowe nie są wystarczającym zadośćuczynieniem w takich sytuacjach.

System ten nie sprawdza się wyraźnie w momencie, gdy różnica w sile wiatru zmienia się nawet o 1,5m/s przy zawodnikach skaczących jeden po drugim. Dodatkowo punkty są liczone z tak zwanego uśrednionego wiatru. I w tym przypadku wiatr, który wieje mocno na buli, a nie ma go na dole, gdzie potrzebne jest noszenie daje taką samą bonifikatę, jak w sytuacji, gdy na buli nie ma wiatru, a na 120 metrze jest mocno pod narty.

Co do mrozu to organizatorzy w padli w sidła praw telewizyjnych. Konkurs jest rozgrywany o takich porach, aby widzowie w USA, Europie i Japonii mogli go obejrzeć nie zarywając nocy. A przecież w Ameryce prawie nikt skoków nie ogląda, bo to sport niszowy. Biorąc to pod uwagę można by było rozgrywać zawody o godzinie 9 polskiego czasu. Na pewno byłoby cieplej. Jeśli chodzi o szanse polskich skoczków na medal to obawiam się, że nasze rozbuchane nadzieje zgaszą Norwegowie Forfang z Johansonem i Niemcy Freitag z Wellingerem. Medal Polakom może się udać w poniedziałkowym konkursie drużynowym i to raczej nie złoto, bo w tym roku brakuje czwartego do brydża.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o